poniedziałek, 24 sierpnia 2015

6. Fragment układanki


“I jeszcze mam teraz Ciebie - nie wolno mi umrzeć, bo byś płakała.”
- Jacek Podsiadło

Gwałtownie podniosłem się z łóżka i wyszedłem z pokoju, mając nadzieję, że pukanie oraz mój wcześniejszy napad agresji nie obudził różowej. Zastanawiałem się, kto mógł się do nas dobijać, po co. Czyżby Yosh zostawił dla mnie paczkę? Przecież wyraźnie powiedział, że zrobi to następnego dnia rano. Dlaczego więc miałby się zjawić? Serce zaczęło walić coraz mocniej. Udało mi się przesunąć komodę sprzed wejścia, nie robiąc zbytniego hałasu. Wyciągnąłem też z szafy trzepaczkę do dywanów i schowałem ją za plecami, mogła się przydać jako broń, zawsze jakaś. Byłem przygotowany na najgorsze.
Delikatnie przekręciłem zamek, powoli uchylając drewniane drzwi i wystawiłem głowę, starając się, żeby nie otworzyć ich za szeroko. Wtedy ktoś bez najmniejszego problemu mógłby wparować do mieszkania. Rozejrzałem się we wszystkie strony - nikogo nie było. Zauważyłem jednak na wycieraczce małe zawiniątko.
1) Yosh przyniósł paczkę wcześniej, nie mając zamiaru się ze mną widzieć.
2) Ktoś pomylił numery mieszkań.
3) Byłem w jeszcze większych tarapetach niż myślałem.
Podniosłem paczkę z ziemi, schowałem ją pod bluzką, wciskając za spodnie. To było coś ciężkiego o dziwnych kształtach, teoria iż mój dawny kolega postanowił zrobić dobry uczynek i umilić mi życie legła w gruzach. Dwie kolejne nadal należały do możliwych. Wszedłem z powrotem do środka, zamknąłem za sobą na dwa zamki, dosunąłęm komodę tam, gdzie wcześniej. Oczywiście wtedy przed moimi oczami pojawiła się zaspana Sakura. W luźnym dresie, bluzce na ramiączkach i ciapciach w paski wyglądała komicznie. Postanowiłem nie komentować jej wyglądu, skierować się do siebie, po czym obejrzeć zawartość, znajdującą się pod brązowym papierem.
- Kto to był? - zapytała z kamiennym wyrazem twarzy. Nie była zadowolona, jej mina ukazywała dokładnie “miałeś mnie, kurwa, zawołać”, lecz nie zrobiło to na mnie wrażenia.
- Nikt - odpowiedziałem. - Ktoś się pomylił - dodałem, wymijając ją w przedpokoju, tak, aby nie zauważyła iż ukryłem coś za plecami. Skrzywiła się, burknęła coś pod nosem, ale po chwili również wróciła do swoich poprzednich zajęć. Upewniłem się, że na pewno dziewczyna jest już u siebie, postanowiłem przełożyć pytania odnośnie dziwnych sms’ów od Uzumakiego na później. Odczekałem kilkanaście sekund za drzwiami mojego tymczasowego pokoju, a potem wyciągnąłem paczkę i zacząłem rozrywać opakowanie. Przez głowę przeszło mi tysiąc myśli, pomysłów, co to mogło być, a zwłaszcza od kogo.
Ciśnienie podskoczyło gwałtownie, kiedy moim oczom ukazał się nieduży, czarny pistolet. Ten model wyglądał znajomo, dawno temu używali takiego w Akatsuki, później wymienili swoje bronie na lepsze. Wiedziałem też, że w policji wciąż posiadali ten rodzaj straszaka. Schowałem go pod łóżko, jednak wciąż coś nie dawało mi spokoju. Dlaczego nadawca nie zostawił żadnej wiadomości? O co mu chodziło? Wyjąłem jeszcze raz zawartość i dokładnie obejrzałem brązowy papier. Znalazłem krótką wiadomość, napisaną małym druczkiem na wewnętrznej stronie opakowania.
“ Dzisiaj: 21, za starym magazynem Sigmatexu, nie spóźnij się. Mam dla ciebie mały prezent.” Przeczytałem wiadomość jakieś kilkanaście razy, byłem ciekawy, zaintrygowany, ale też nieco wydygany. Nie miałem pojęcia czy to nie było przypadkiem jakieś typowe zagranie Akatsuki i czy nie chcieli, na przykład, odstrzelić mi łba. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby mieli taki zamiar. Mimo wszystko postanowiłem wyjść na spotkanie tajemniczemu przyjacielowi. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł mi po plecach, a w głowie pojawiały się same czarne scenariusze.
Wziąłem do ręki skradzioną zawartość szafki Sakury i połknąłem dwie tabletki hydroksyzyny, przepijając starą, wygazowaną już colą. Uczucie lęku oraz dziwnego napięcia opuściło mnie po zalewdie kilkunastu minutach. Miałem jeszcze dobre dwie godziny, dlatego też postanowiłem wziąć prysznic, po czym należycie przygotować się do wyjścia.
Stanąłem w niewielkiej, ale w miarę przyjemnej kabinie prysznicowej i odkręciłem gorącą wodę. Przypomniały mi się stare dobre czasy, kiedy to jeszcze nie musiałem się niczym przejmować, martwić o jedzenie czy dach nad głową. Czasy, gdy nie miałem nic wspólnego z tym całym szajsem. Uśmiech mamy, poważny wyraz twarzy ojca - wszystko było tak jak powinno, na swoim miejscu. No może oprócz jednej rzeczy - nieobecności Itachiego. Oddałbym każdy majątek świata, aby wrócić do tych chwili, które wtedy wydawały mi się całkowicie zwyczajne, normalne. Siedząc z nimi przy stole miałem wrażenie, że tak będzie już zawsze, że będą żyli wiecznie. Ba, nudziła mnie ich obecność. Uśmiechnąłem się na wspomnienie mojej obrażonej miny i chęci wyjścia wreszcie ze znajomymi na dobrą imprezę. To były czasy…
Postałem tak jeszcze dobrych kilka minut, lecz wreszcie wyszedłem, tym samym wyrywając się z zamyślenia. Czułem się ospały, lekko przymulony.
Rozejrzałem się po łazience i już miałem sięgnąć po ręcznik, lecz… nigdzie go nie było. Cholera! Sakura musiała wcześniej wyprać, wywiesić gdzieś w dużym pokoju, a ja oczywiście na śmierć o tym zapomniałem. Zaśmiałem się w głos. No nieźle, Uchiha, zjebałeś. Skuliłem się w kłębek, nie będąc w stanie powstrzymać głupawego rechotu.
- Sakura! - krzyknąłem, opamiętując się i mając nadzieję, że uratuje mnie z tej beznadziejnej sytuacji. - Sakura! - powtórzyłem.
- Czemu ty się musisz tak drzeć, co? - odkrzyknęła, stojąc chyba przy drzwiach łazienki. - Co chcesz, bo chyba nie nie wołasz mnie, żebym wzięła z tobą romantyczną kąpiel? - prychnęła, naśmiewając się. To dziwne, ale nigdy wcześniej nie pomyślałem o niej w ten sposób. Uważałem ją za dziewczynę, która po prostu mi pomogła, jakoś nie zdarzyło się, żebym wyobrażał sobie różową bez ubrań. Ale po jej wypowiedzi rzeczywiście zaczęło mnie to zastanawiać.
- Przyniesiesz mi ręcznik? - odchrząknąłem, odważając się zadać wreszcie to najważniejsze pytanie. Czułem się nago i żałośnie. Haruno jednak napad nagłego dobrego humoru nie odstępował nawet na chwilę.
- Oo, biedactwo zapomniało ręcznika! - zaczęła się chichrać.
- No boki zrywać! - prychnąłem, lekko już zmarznięty. - Trochę mi zimno, więc gdybyś się pośpieszyła, to byłoby fajnie - warknąłem.
- A co będę z tego miała? - zaćwierkała, specjalnie się ze mną sprzeczając. Boże, czy ona ze mną flirtowała?
- Satysfakcję - rzuciłem krótko, nie mając ochoty na dalszą rozmowę.
- O, no to już biegnę - dodała sarkastycznie i odeszła.
Wróciła po chwili, uchyliła drzwi i podała mi do ręki czysty, niebieski ręcznik, którego używałem również wcześniej. Usilnie próbowała patrzeć mi w oczy, lecz mimo starań jej to nie wyszło. Odwróciła speszona wzrok, krzywiąc się przy tym, a po chwili zniknęła.
Wytarłem się, narzuciłem na siebie bokserki oraz szarą koszulkę z jakimiś nadrukami. Zacząłem szorować zęby. Wstyd się przyznać, ale czasami ta pokręcona istota naprawdę potrafiła sprawić, że na moich ustach pojawiał się uśmiech. Właściwie co trochę dostarczała mej osobie przeróźnych emocji. Od gniewu do radości. Przypomniałem sobie jej wygląd, który zmienił się od rana. Gdy weszła z ręcznikiem miała na sobie czarne legginsy, przykrótką koszulkę na ramiączkach, minimalnie odsłaniającą dekolt i wysoko upięte włosy. Urokowi jak zawsze dodawały jej duże, zielone oczy, a także pełne usta. Wreszcie zacząłem rzeczywiście zastanawiać się, jak wygląda bez niczego. Wcześniej nie miałem takich problemów, bo kiedy któraś laska wpadła mi w oko, po prostu brałem ją do siebie, rozbierałem i pieprzyłem bez zastanowienia. Wiedziałem, że Haruno nie należy do łatwych, chyba to podobało mi się w niej najbardziej. Przez to stawała się też bardziej interesująca, tajemnicza. Jebło cię już całkowicie na mózg, Sasuke. Skarciłem się za takie myśli, choć tak naprawdę mogłem sobie pozwolić jeszcze na chwilę fantazji. Istniało prawdopodobieństwo, że tego wieczoru zostanę zastrzelony, uduszony bądź w inny sposób zamordowany, dlatego też wybaczyłem sobie ten moment rozbierania Sakury w myślach.
Wreszcie wyszedłem, narzuciłem na siebie sprane już jeansy. Spojrzałem na zegarek, orientując się, że została mi już tylko godzina. Musiałem się napić. O tak, zdecydowanie potrzebowałem alkoholu. Skierowałem się do kuchni z nadzieją iż znajdę gdzieś jakąś małą flaszeczkę, lecz po przypomnieniu sobie wcześniejszych poszukiwań leków, zdawałem sobie sprawę, że raczej krasnoludki od tego czasu niczego nie przyniosły, a wróżki nie wyczarowały.
- Czego tym razem szukasz? - usłyszałem za sobą miękki głos, taki trochę smutniejszy niż wcześniej. Tak, smutniejszy to dobre określenie. Odwróciłem się zdziwiony, spojrzałem na nią pytająco. Stała z założonymi rękami, w ogóle nie przypominała już tej samej radosnej dziewczyny, co przy incydencie z ręcznikiem.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi - uniosłem znacząco brew. - Zastanawiałem się, czy nie ma tu jakiegoś alkoholu, wódki na przykład.
- Trzecia szafka od strony lodówki, za pudełkiem z przyprawami - poinstruowała, tak po prostu. Zgodnie z jej komendą wyjąłem pudełko a zza niego wyciągnąłem butelkę żołądkowej gorzkiej. Czułem jednak, że coś jest nie tak, chciałem tylko dowiedzieć się, co.
- Napijesz się? - zapytałem wyciągając do tego dwie duże szklanki.
- Napiję - stwierdziła i usiadła na blacie.
Polałem mniej więcej po równo do połowy szklanki i usiadłem tak samo obok różowej. Podałem jej napój do ręki, a ta nie zważając na ilość zawartości wypiła wszystko duszkiem, zupełnie obojętnie, bez żadnego skrzywienia. Nawet nie drgnęła. Popatrzyłem na nią z uznaniem, stwierdzając, że pewnie dobra z niej zawodniczka i sam wlałem w siebie trunek. Nie patrząc na mnie zwróciła mi naczynie. Uzupełniłem je z powrotem, wypiliśmy kolejną kolejkę, lecz nie mogłem już znieść tej piekielnej ciszy.
- Co jest grane? - spojrzałem wymownie na Haruno.
- No właśnie chciałabym się dowiedzieć, co jest grane - zakpiła, uśmiechając się przy tym fałszywie. - Możesz mi powiedzieć, co stało się z zawartością mojej szuflady? A właściwie z zawartością jednego, interesującego pudełeczka? - wreszcie na mnie spojrzała, a jej zielone oczy zdążyły zrobić się szkliste od spożytego alkoholu. Mimo to wręczyłem współlokatorce kolejną porcję wódki z lodem.
- Nie wiem, w końcu to nie moje pudełeczko, powinnaś pilnować swoich rzeczy - błyskotliwie odpowiedziałem na zadane pytanie.
- Nie pogrążaj się jeszcze bardziej, przecież wiem, że ty wziąłeś te rzeczy, mógłbyś chociaż się przyznać, jak na mężczyznę przystało - burknęła pod nosem.
- Dobrze, wziąłem, bo potrzebowałem - oznajmiłem szorstko. - Chcesz, żebym błagał o wybaczenie, zwrócił ci resztę, wyprowadził się czy po prostu lubisz wprowadzać taką chujową atmosferę? - Oho, promile zaczęły robić swoje.
- Okej, nieważne. Mam nadzieję, że po prostu więcej tego nie zrobisz albo chociaż się zapytasz, co?
- Sorry, przegiąłem. Następnym razem zapytam - powiedziałem, lecz oczywiście miało nie być następnego razu, bo z dniem jutrzejszym przyjdzie towar.
- Masz mój telefon? - Zapytała, a mi automatycznie przypomniały się wiadomości, które niechcący przeczytałem.
- Zaraz ci go przyniosę - odstawiłem, co trzeba i wyszedłem do swojego pokoju po komórkę. Po chwili oddałem urzadzenie w ręce właścicielki, ta położyła go na stole. Nie wiedziałem, jak delikatnie zapytać o to, co zobaczyłem.
- Przez przypadek przeczytałem te dziwne wiadomości od Naruto, powiesz mi o co chodzi?
- O proszę - posmutniała. - Więc jednak je widziałeś, już miałam nadzieję, że nie - westchnęła ciężko. - Możemy przełożyć ten temat na jutro, dzisiaj kompletnie nie mam ochoty o tym rozmawiać - rozłożyła ręce w geście kapitulacji. Powiedziała to tak szybko, że w pierwszej chwili trudno było cokolwiek zrozumieć.
- Możemy, ale wiedz, że tak łatwo nie odpuszczę, nie wymigasz się od odpowiedzi. - Było mi obojętne czy powie mi to za pięć minut czy jutro, byleby nie było z tego jeszcze większych problemów.
- Nalej jeszcze, Sasuke bez umiaru - odezwała się po chwili, trochę bardziej ożywiona.
- Ty, nie przesadzasz trochę? Ja cię za głowę nie będę trzymał, jak puścisz pawia - pokiwałem przecząco głową.
- Nie bój się, nie bój! - uderzyła mnie niezdarnie w przedramię, śmiejąc się przy tym jak małe dziecko. - Nie mam takiej słabej głowy, a no i umiem o siebie zadbać, jak widzisz - wstała i zrobiła kółko wokół własnej osi.
- Nie chwal dnia przed zachodem słońca - wypiłem swoje, lecz nie miałem zamiaru już więcej polewać lekko wstawionej dziewczynie. Trzymałem szklankę w ręce, obserwując jej reakcję.
- No długo będziesz się czaił z tym polewaniem? - przysunęła się do mnie, a ja zabrałem butelkę i podniosłem ją wysoko.
- Już więcej nie pijesz - oznajmiłem stanowczo, a ta wybuchnęła gromkim śmiechem.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz, Uchiha - odgarnęła opadający kosmyk różowych włosów za ucho. No do łez, doprawdy, do łez.
- Nie żartuję - byłem całkiem poważny, nie zbierało mi się na żarty. Haruno opanowała pijacki śmiech, podeszła do mnie, lekko się chwiejąc.
- Skoro ty nie chcesz mi nalać, to sama sobie naleję - przymrużyła oczy i skoczyła, wyciągając wysoko ręce. Oczywiście nie udało jej się zdobyć butelki, ponieważ ja również wyciągnąłem rękę najwyżej jak potrafiłem, a zważywszy na różnicę wzrostu wiedziałem, że Sakurze raczej nigdy się to nie uda. Mimo to dalej obserwowałem jej poczynania z uśmiechem na ustach. Ona pewnie nie zwracała na to żadnej uwagi, lecz gdy odrywała się od ziemi, jej koszulka również znacznie się unosiła, odsłaniając szczupły, płaski brzuch, na którym nie dostrzegłem nawet najmniejszej fałdki. Podskoczyła jeszcze kilka razy, wpadając na mnie bądź szturchając mnie łokciem, alczkolwiek po kilku minutach zrezygnowała. Stała i patrzyła się z miną dziecka, któremu właśnie wyrwano lizaka z ręki bądź mama odmówiła kupna kolejnej, nowej zabawki.
Wstawiłem szklanki do zlewu, resztkę alkoholu schowałem w odpowiednie miejsce. Jak wyrwany z jakiegoś transu spojrzałem na zegarek - miałem już bardzo mało czasu. Musiałem się zbierać, lecz nie wiedziałem, jak wytłumaczyć to dziewczynie, która cały czas bacznie mnie obserwowała. Co miałem powiedzieć, że wychodzę do sklepu? Że wychodzę się przewietrzyć, podczas gdy ściga mnie policja? W tym momencie nie było szans na ciche wymknięcie się, skoro przebywaliśmy razem w jednym pomieszczeniu. Zresztą byłoby to trudne, nawet, jeśli dziewczyna byłaby u siebie. Poddenerwowany gapiłem się w ten zegar jak ciele w malowane wrota. No musiał być jakiś sposób, nie mogłem teraz się wycofać. Czułem, że to spotkanie musi być ważne i bałem się iż poniosę spore konsekwencje, jeśli się na nim nie zjawię, a także, jak się spóźnię.
- Wybierasz się gdzieś? - spytała zaciekawiona. W tym momencie żałowałem, że w ogóle zacząłem z nią pić, rozmawiać, spędzać czas.
- Właściwie to, to tak…
- Nie wiem czy tak się najebałam, czy właśnie powiedziałeś, że wychodzisz - odchrząknęła, wyczułem w jej głosie nutkę niepokoju.
- Tak powiedziałem - zacząłęm się zbierać do wyjścia z kuchni, lecz Haruno jak oparzona stanęła w przejściu, torując drogę.
- Gdzie ty, kurwa, idziesz? - Jeszcze nie słyszałem u niej tak lodowatego, rzeczowego tonu. Akcent na “kurwa” był tak mocny, że aż uszy mogły zaboleć.
- Muszę wyjść na jakiś czas, z kimś się spotkać, niedługo powinienem być z powrotem. - Rzadko kiedy komukolwiek się tłumaczyłem, ale tym razem zrobiłem mały wyjątek. Dziewczyna spuściła nisko głowę, wyglądało to tak, jakby chciała się przede mną schować.
- Wracasz do nich, prawda? - Nieznacznie ją uniosła, lecz i tak widziałem łzy spływające po jej drobnej twarzy, które co trochę lądowały na ziemi. Więc to był powód zmartwień.
- Nie wracam do Akatsuki, nigdy nie wrócę.
Podszedłem bliżej, ująłem jej twarz w dłoniach i wytarłem kciukiem mokre smugi. Miała tak delikatną, aksamitną skórę, że wcale nie chciałem zabierać ręki. Ale niestety czas mnie gonił.
Wyminąłem zszokowaną różowowłosą, wpadłem do pokoju po broń, którą ukryłem za spodniami. Zasznurowałem buty, walcząc z własnym sumieniem i strachem przed tym, co miało się wydarzyć, a następnie włożyłem kurtkę. Byłem gotowy do wyjścia, chociaż nie, wyglądałem, jakbym był gotowy. Wyszedłem z pokoju z zamiarem opuszczenia mieszkania. Miałem wyjść na zewnątrz, pierwszy raz od dawna.
W przedpokoju znowu zastałem stojącą dziewczynę, na skraju załamania nerwowego. Z przekrwionymi oczami, smutnym wyrazem twarzy nie wyglądała już jak wiecznie silna, oaza spokoju. Właśnie zobaczyłem jedno z jej prawdziwych oblicz.
- Nie zostawiaj mnie - szepnęła na jednym wdechu, w przerwie od spazmatycznego kaszlu, kiedy przekraczałem już próg mieszkania.
Coś we mnie drgnęło. Czułem się, jakby mój żołądek zrobił obrót o trzysta sześćdziesiąt stopni, a potem wrócił na swoje miejsce. To dziwne uczucie ciepła, jakie doznałem w tym momencie było nieoczekiwane, spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Tak, jakbym znalazł fragment zgubionej wcześniej układanki… Jak powrót z dalekiej podróży do domu, nie dało się tego inaczej opisać.
- Nie zostawię, nawet o tym nie myśl - dodałem, nie odwracając się przy tym. Wiedziałem, że to ją uspokoiło. Nie dusiła się już własnym szlochem. Prawdopodobnie przetarła twarz ręką i doprowadziła się do porządku. - Kto by mi prał brudne skarpetki - rzuciłem na odchodne.
- Cham! - Usłyszałem jeszcze za sobą i zbiegłem po schodach.
Upewniłem się, że w kieszeni mam fałszywe dokumenty, trochę pieniedzy, po czym ruszyłem w stronę starych magazynów. Moje podejście do sprawy całkowicie się zmieniło - musiałem wrócić. Musiałem wrócić żywy, cały i zdrowy. Pierwszy raz od dawna poczułem, że mam dla kogo żyć.

“Nie zostawię jej [...] Nie ma takiej możliwości. Nie dzisiaj, nie teraz i w ogóle nigdy”
- Jakub Żulczyk Zrób mi jakąś krzywdę


***
Od autorki: Narobiłam bajzlu, wyjechałam na wakacje, ale już wróciłam. Jak widzicie na blogu został przeprowadzony mały remoncik. Nowy szablon zawdzięczam kochanej Miku, która trochę musiała z nim powalczyć <3 Zrobiłam porządek w zakładkach, bo już dawno nie było tam żadnej aktualizacji, trochę pozmieniałam czcionki, tytuły kart i inne takie, stworzyłam nową plejlistę. Bardzo podoba mi się Dożylnie w takiej odsłonie.
Co do rozdziału, to pisało mi się go całkiem przyjemnie, naprawdę miło. Miałam go nieco przedłużyć, ale stwierdziłam, że jednak zakończę w ten sposób, a dalszy przebieg wyjścia Sasuke wlepię w rozdziale siódmym. A, no i jak widzicie pomalutku pojawia się romantyczny wątek SS. :> Postanowiłam, że poprzednie rozdziały również zostaną nieco "odświeżone", możliwe, że zmienię kilka rzeczy, coś dodam, coś odejmę bądź po prostu wyeliminuję jakieś niezauważone wcześniej błędy.
Wakacje się już kończą, ale mam nadzieję, że uda mi się dodawać dalsze rozdziały w miarę regularnie, bez jakiś ogromnych odstępów czasowych. Zresztą, po prostu zobaczymy jak to będzie. Mam nadzieję, że miło spędziliście czas i dobrze się bawiliście.
Zapraszam na mojego aska: Zochan :) Możecie pytać, ile chcecie, wcale się nie obrażę.
No to chyba na tyle, do usłyszenia!